Teodora Teofila Wyspiańskia zd. Pytko

Czy Wyspiański mógł ją kochać?

Patrząc  na  uwiecznioną przez artystę cztery lata po ślubie wystrojoną w korale małżonkę zastanawiamy się, jak mogło dojść do małżeństwa wrażliwego, wykształconego artysty z wiejską, prostą, nieuczoną kobietą? Czy powodem była wyłącznie modna wówczas chłopomania?

Wybranka artysty, Teodora Teofila Pytko, pochodziła ze wsi Konary pod Tarnowem. Urodziła się 9 kwietnia 1868 roku, była o rok starsza od Wyspiańskiego.

Istnieje wiele historii i hipotez, mniej lub bardziej wiarygodnych, czasami sentymentalnych i pełnych poetyckich uniesień,  dotyczących czasu i momentu poznania oraz związku malarza z  Teofilą. W wielu biogramach artysty można znaleźć informacje, że była służącą i kucharką w domu jego ciotki, Joanny Stankiewiczowej. Była ponoć Teodora pomocnikiem murarskim w bazylice Franciszkanów – tam miał ją poznać Wyspiański kiedy pracował nad projektami dekoracji polichromii wnętrza kościoła. Przekazy rodziny mówią także o tym, jak to młody student z Krakowa miał zachwycić się goniącą gęsi wieśniaczką, jak również o weselu wiejskim, podczas którego roztańczoną dziewczynę ujrzał młody malarz…

Tadeusz Seweryn – etnograf, pochodzący z Żabna i znający rodzinę Teodory, wspominał, że „Pytkówna wcześnie wyjechała do miasta na służbę. Przeżywała w Krakowie jakąś tragedię, bo myślała o samobójstwie. Na moście wiślanym, gdy rzucać się miała do wody, przytrzymał ją młody człowiek. Wtedy po raz pierwszy ujrzała swego przyszłego męża”.

Najbardziej jednak prawdopodobna jest wersja, iż Stanisław poznał swoją przyszłą żonę w domu Joanny Stankiewiczowej, gdzie mieszkał kilka lat przed wyjazdem do Paryża i po powrocie, do roku 1898. A zatem nie mógł jej poznać przypadkowo na moście wiślanym, chyba, że odwiódłszy od zamiaru popełnienia samobójstwa (Teodora była w ciąży… Wyspiański usynowił jej syna Teodora Tadeusza), to właśnie on zaproponował jej służbę w domu swojej ciotki.

Stanisław Wyspiański, Autoportret z żoną, 1904
Stanisław Wyspiański, Autoportret z żoną, 1904, wł. MNK

Kilka lat przed ślubem, we wrześniu 1893 roku, przypuszczalnie w Paryżu, Wyspiański pisał o swoich rozterkach dotyczących znajomości i wspólnej przyszłości z dziewczyną z gminu:

„Czy ja ją mogę kochać? […]
I gdy ja tak wyobrażam sobie moje życie jak obraz malowany, jakże ja mogę brać do moich myśli  i ciągnąć ku sobie dziewczynę, która żyje nie kolorami, nie dźwiękami, nie wyobraźnią, nie melodią, nie zobrazowaniem formy, – ale formą samą i życiem jakimś wegetującym, na które ja patrzę z równym współczuciem jak na życie kwiatu, lub owadu, na rozwój storczyka lub rumianku, wykształcenie się muszki lub pszczoły. […].  Nieraz czytałem w oczach „daj mi spokój” rzeczywiście i ja powtórzyłem sobie „daj mi spokój”. – Weź ty całą moją litość jakąś przywołała do moich oczu, że się skropliły łzami, weź ty całą litość moją, obudzoną w sercu co bije silniej, a usta moje drżą by dotknąć twoich ust, jak kiedy tulę do twarzy kwiatów kielichy wilgotne wonią. – Ileż razy to byłem rozkochany w kwiecie przez litość i tylko przez litość kochałem nieraz raz gdzieś dojrzaną dziewczynę. Czyż to wystarczy do życia?”

A zatem litość? Wyspiański bardzo długo się wahał zanim podjął decyzję o małżeństwie, które było oczywistym mezaliansem i jako takie nie mogło się spotkać z aprobatą jego rodziny. Panieńskie macierzyństwo, posiadanie nieprawowitego dziecka z krakowskim adwokatem, u którego wcześniej służyła na pewno nie przysporzyło Teodorze zwolenników i przyjaciół. Wyspiański pozostawał więc z nią w nieformalnym związku, z którego urodziło się dwoje dzieci: Helena, pierworodna i jedyna córka, przyszła na świat 31 maja 1895 roku, a cztery lata później 7 września 1899  Teodora powiła syna, Mieczysława Bolesława.

Dopiero wówczas Artysta, mając na względzie dobro dzieci, zdecydował się na małżeństwo. Cichy ślub z Teodorą – o uroczystości Wyspiański nie powiadomił nawet swojej ciotki Joanny z Rogowskich Stankiewiczowej (siostry jego zmarłej przedwcześnie matki) – odbył się w kościele parafialnym św. Floriana 17 listopada 1900 roku. Rok później, 2 grudnia 1901 roku urodził się ich najmłodszy syn, Stanisław.

Teodora pozostawała zawsze w ogniu krytyki. Znienawidzona przez najbliższą Wyspiańskiemu ciotkę Joannę Stankiewiczową, właściwie nigdy też nie została zaakceptowana ani przez znajomych, ani też przez krąg najbliższych przyjaciół artysty. Konkubinat z chłopką, potem ślub z nią, dzieci z nieprawego łoża, w końcu mezalians  okrzyknięty skandalem – wszystko to odbiło się szerokim echem w otoczeniu Wyspiańskiego. Wśród ataków i krytyki współczesnych i piszących o artyście znalazły się i głosy przejawiające pewnego rodzaju aprobatę i zrozumienie dla tego związku  z prostą niewykształconą kobietą: „Ale nie będąc wielką zwolenniczką pisarza i poety, przed człowiekiem biję czołem, a szczególnie przed dwoma epokami jego życia. Pierwsza epoka to jego małżeństwo. Ileż to jest mężczyzn mających stosunki z różnymi kobietami mającymi z nimi dzieci, a jednak czyż prawie zawsze tak się nie dzieje, że panowie zaspokoiwszy swą namiętność, zapominają później o swoich kochankach, a względem dzieci nie poczuwają się do żadnego obowiązku? Inaczej Wyspiański, mając dzieci ze swą kucharką czy czymś podobnym, doszedł do wniosku, że powinien się z nią ożenić, jakkolwiek była to osoba starsza od niego i niczym go już ujmować nie mogła. Ale jemu chodziło o dzieci, chodziło mu o to, ażeby gdy nie mógł zostawić im majątku, zostawił im przynajmniej imię, i jakkolwiek później był bardzo nieszczęśliwym (o ile dochodzą mnie słuchy, kobieta ta nie tylko że się na nim poznać zupełnie nie umiała, nie tylko że nie umiała mu być wdzięczna za jego poświęcenie, ale bawiąc się w panią, większą część jego literackich dochodów obracała tylko na głupie kosztowne stroje, które ją tylko tym śmieszną czyniły). Drugą epoką jego życia, przed którą biję również czołem, to jego śmierć” – zapisała w roku 1907 w swym pamiętniku Aleksandra Czechówna.

W opowieściach o rodzinie Wyspiańskiego przewijają się określenia nieprzyjazne, niepochlebne, wręcz potępiające Teodorę. Jej zachowanie, rubaszność, prostactwo, prymitywizm czy gburowatość raziło wielu składających im wizyty gości i znajomych. Jan Skotnicki w swojej książce „Wspomnienia. Przy sztalugach i przy biurku”, relacjonując atmosferę panującą w domu artysty,  wspominał: „Odwiedziłem  go w tym czasie na Krowoderskiej. Otworzyła mi drzwi żona, straszna baba. Dusił mnie zapach lekarstw i jodoformu pomieszany z zapachem kiszonej kapusty i pranej bielizny. Pokój wprawdzie był spory i widny, ale niedostatek i nieład panował wszędzie. Uciekłem po paru słowach zamienionych z Wyspiańskim. […] Położenie materialne tego wielkiego twórcy było ciężkie, zebraliśmy więc między sobą trochę groszy, by mu kawioru kupić i dać na leki. Po paru dniach doszła nas wiadomość, że żona kilo przesłanego przez nas kawioru podobno sama na jednym posiedzeniu pożarła, a za pieniądze nasze, przeznaczone na leczenie, futro dla siebie kupiła. Lekarze zabronili mu używania alkoholu, ale ponieważ ona go lubiła, wiec kupowała wina i likiery, część wlewała mężowi do gardła, a resztę sama wypijała. Trzeba było go odebrać spod opieki tej baby i oddać do lecznicy doktora Gwiazdomorskiego. Tak też zrobiono. Zajął się tym Wilhelm Feldman. Było jednak za późno, bo nadeszły ostatnie dni jego męczeńskiego żywota”.

W liście do Juliana Nowaka z dnia 14 lutego 1906 roku, ciotka Joanna Stankiewiczowa, do ostatnich chwil życia opiekująca się nieuleczalnie chorym ukochanym siostrzeńcem, przedstawia postać Teodory w jak najgorszym świetle, oskarżając ją o złośliwość, nieczułość i brak opieki nad cierpiącym mężem: „[…] Otóż dzisiaj dowiedziałam się od tej, która w tej jego chorobie tam około niego czuwa, że przez dwa dni 12 i 13 b.m. stan jego zdrowia był bardzo groźny – że dzisiaj 14 lut. cokolwiek mu lepiej – ale że jest pozbawiony wszelkiej opieki tak w dzień, jak i w nocy, ona wprost jest niegodziwa – całą noc nie zajrzy do pokoju, w którym leży (obok pracowni w żółtym pokoiku), nie poda lekarstwa – nie zmieni lekarstwa – krzyczy i dokucza mu, że nic nie robi, tylko choruje – potrąca go – jest tak nieszczęśliwy, opuszczony i samotny, że cały czyściec cierpień przechodzi – żadnego listu mu nie da, tylko z Tadeuszem każdy list czyta i niszczy, ani żadnego listu nie wyśle, który on chce posłać, i tak boryka się nie tylko z chorobą, ale z tą bardzo złą kobietą. Mnie wyrzuciła, nie da mi się tam pokazać – brat mój przyjdzie – nie dopuści go – wyzbyła się wszystkich, aby sama z całą brutalnością nad nim panować. Czy jest na to jaka rada, aby jemu ulżyć – ja już nie wiem – ale piszę do Wiel. Pana jak do przyjaciela serdecznego – nie da się ratować życia jemu – to jako złagodzić i na tą kobietę wpłynąć, aby się opamiętała i jaki taki spokój i pożywienie mu podała. Jestem tak zgnębiona i przybita, do tego już blisko od miesiąca chora, jak od kilku lat na wiosnę, a zatem bezradna, że z rozpaczy piszę do Wiel. Pana, radź Pan, co można, a mnie miej za wytłumaczoną, że szukam u innych ludzi pomocy i rady – Proszę przyjąć serdeczne rąk uściśnienie od zawsze wdzięcznej za tyloletnią nad Stasiem opiekę. J. Stankiewiczowa”.

Sam Wyspiański nie wypowiada wprost swoich sądów o żonie, jest raczej powściągliwy, oszczędny w słowach określających Teodorę Teofilę. W listach jego czy raptularzu nie znajdziemy płomiennych wyznań miłosnych. Są tam jedynie wzmianki o chorobach dzieci i troskliwej opiece matczynej oraz zabarwione lekką ironią aluzje o jej zaradności życiowej i zdrowym rozsądku…

W liście do Józefa Kotarbińskiego w marcu 1901 roku Artysta pisze: „Jak to dobrze mieć kochającą żonę. Żona moja zgniewała się rachunkiem nadesłanym z teatralnej kancellaryi kasjera i żona nie pozwoliła mi nadal przyjmować procentu od przedstawienia Wesela. Jestem więc zmuszony do postawienia następujących żądań. Za każde przedstawienie począwszy od premiery po 100 zł reńskich za wieczór. […] Ponieważ żądania mojej żony są słuszne, więc z całą przyjemnością uczę się od niej zdrowego rozsądku i naturalnej praktycznej poezji […]”.

Z pewnością bolała go niechęć  rodziny  jak i brak akceptacji  dla swojej decyzji w środowisku Krakowa. Z goryczą tłumaczy Stanisławowi Lackowi w liście z maja 1905 roku:
„[…] wszystko zaś jest komedia „społeczna”, gdyż nie mogą przenieść na sobie tego, że żona moja nie jest z „miastowych” z tak zwanej inteligencji i daliby połowę życia za jaki skandal, którego doczekać się nie mogą zrozpaczeni, za jaką udaną intrygę lub wszelakiego rodzaju podłość […]”.

Ta prosta i niewyuczona kobieta dbała o jego dom, o zabezpieczenia finansowe i należne mu tantiemy z teatru krakowskiego, wychowywała czwórkę dzieci, żyjąc właściwie w ciągłym niedostatku.  Czy doceniała rangę Wyspiańskiego i jego twórczości, czy zdawała sobie sprawę, że żyje z wielkim artystą? Czy liczyła się dla niej po prostu rodzina, dzieci, ich zdrowie i dobro?

Teodora Teofila w roku 1908, niespełna rok po śmierci Wyspiańskiego wyszła za mąż za Wincentego Waśkę, wieśniaka z Węgrzec, tam też  mieszkała prawie do końca życia.  Zmarła w roku 1957. Pochowana jest na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Ludwik Tomanek tak zapamiętał żonę Artysty:  „[…] Biedna staruszeczka, która nigdy nie zrozumiała wielkości swego męża, tak że nawet nie czuła się nią przygnieciona… A jednak, gdyby to była inna kobieta, wykształcona i światowa, kto wie, czy Wyspiański byłby z nią tak szczęśliwy. Potrzebował Teosi. – Teosia nie przynosiła idei, tylko ołówki i papier. Za to Teosia dobrze gotowała, czuwała, ubierała, strzygła swego męża. Sama użyła słowa, że był jak lala. Dla niej to była lala, dla nas krzyk duszy narodu […]”.

Czy Wyspiański mógł ją kochać?

Stanisław Wyspiański, Macierzyństwo, 1905 r.
Stanisław Wyspiański, Macierzyństwo, 1905 r., wł. MNK

 

Dominika Bartik-Osikowicz – adiunkt MNK, filolog, absolwentka Podyplomowych Studiów Muzeologicznych UJ, od ponad dwudziestu lat związana z Muzeum Narodowym w Krakowie. Interesuje się tematem kolekcji muzealnych i biografiami intelektualnymi artystów, pasjonatka memuarów i epistolografii.

 

Zobacz także fotogalerię Wybrane dzieła Stanisława Wyspiańskiego

Pin It

16 thoughts on “Czy Wyspiański mógł ją kochać?

  1. Bardzo mi przykro, ale znajduję tu sporo błędów dotyczących dat i pewnych nadinterpretacji.
    Począwszy od chociażby daty urodzin Helenki (za sprawą Stankiewiczowej, w dokumentach mecenasa Skąpskiego przesunięto ją o rok na 1895, aby zakwestionować ojcostwo Wyspiańskiego), daty ślubu z Teodorą (śluby były dwa – jeden we wrześniu, nieważny z powodu uchybienia prawu kościelnemu i jak najbardziej „głośny”, z trzykrotnymi zapowiedziami, jak nakazywał obyczaj i z tłumem gapiów podczas ceremonii, drugi ślub w listopadzie, po uzyskaniu dyspensy, był odprawiony przy drzwiach zamkniętych), przez takie zdania jak:
    Ta prosta i niewyuczona kobieta dbała o jego dom, o zabezpieczenia finansowe i należne mu tantiemy z teatru krakowskiego…” W jaki sposób Teodora dbała o tantiemy? Ustalała stawki? Odbierała pieniądze? Negocjowała z dyrektorami teatrów? Cytowany list do Kotarbińskiego jest żartobliwym fortelem retorycznym Wyspiańskiego. Artysta, który na drzwiach swojego mieszkania napisał „Tu mieszka Stanisław Wyspiański i prosi, żeby mu nie przeszkadzać”, odstraszał nieproszonych gości właśnie z pomocą żony, tej „strasznej baby”. Szkoda też, że nie ma informacji na temat odebrania Teodorze czwórki dzieci po śmierci Wyspiańskiego, o co postarała się „poczciwa” ciocia Stankiewiczowa.
    Odsyłam do książek o Wyspiańskim, polecam zwłaszcza nową książkę Moniki Śliwińskiej „Wyspiański. Dopóki starczy życia”, która weryfikuje dużą część informacji podanych w poprzednich publikacjach.

  2. Jak zawsze każda historia ma wiele inerpretacji, każdy widzi ją inaczej i interpretuje według swojego postrzegania. Z wielkim zaciekawieniem przeczytałam ten tekst.
    Z pozdrowieniami dla MNK.

  3. Ciasne mentalnie, pełne konwenansów ,mieszczańskie podejście do świata ” Czy Wyspiański mógł ją kochać? „.Żenada.

  4. Wygląda na to, że Wyspiański i jego żona może nie rozumieli się zbyt dobrze intelektualnie, ale była między nimi silna więź uczuciowa. On zaopiekował się jak umiał pochodzącą z „gorszej” sfery „panną z dzieckiem” – a była to okropna, obłudna epoka dulszczyzny, na dodatek „Krakówek” – i adoptował jej nieślubne – i nie jego – dziecko. Czy to nie dowód miłości, a ściśle wielkiej miłości? Drugi dowód: w krótkim czasie miał z panią Teodorą trójkę własnych dzieci. Czy to też nie dowód, że ją kochał, że zależało mu na niej? Więc zapewne miał dla niej wielkie uczucie, a ona zapewne też miała wielkie uczucie dla niego. Intelektualnie się chyba zbyt dobrze nie rozumieli. Niekoniecznie dlatego, że pani Teodora była tzw. prostą osobą. Niekiedy osoby „krzywe”: wysoce wykształcone, błyskotliwe i elokwentne, też nie harmonizują ze sobą intelektualnie. I nie tylko tzw. proste osoby nie poznają się na geniuszu. W końcu na geniuszu Norwida i Słowackiego nie poznali się za ich życia bardzo liczni krytycy, literaci, artyści, w tym niektórzy wybitni. Pozdrowienia dla Szan. pani Autorki, z podziękowaniem za świetny esej, okraszony pastelami Wyspiańskiego, idealnie pasującymi do treści. Mam nadzieję przeczytać coś jeszcze pióra Szan. Pani, w tym coś dłuższego.

  5. Z przyjemnością przeczytałam a dodam że mieszkam właśnie w tych Konarach bardzo fajnie jest się czegoś dowiedzieć o ich historii

  6. Tak, ci poczciwi krakowianie… Bardzo ciekawy tekst, oddający głos dawnym aktorom tego niesmacznego teatru. Oczywiście, że list do Kotarbińskiego, który na pewno czytała jego słynna megiera Lucyna, też zła dla Krakówka, to żart i sprytny wybieg, ale pani Teodory mi autentycznie żal. Ciotka zaś Stankiewiczowa widzi mi się wręcz człowiekiem kosmicznie rozdętym negatywnymi emocjami. Chora sprawa… A chorobą weneryczną, która mu skomplikowała żywot i go skróciła, to Wyspiański od żony się na pewno nie zaraził. Taki zonk. Biedna kobieta… Trochę o niej pisze Frydryszakowa w dość głośnej i popularnej książce o służących. Pani Bartnik nisko, po krośnieńsku się kłaniam za ciekawy, wielowątkowy artykuł.

Odpowiedz na „JolantaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *