Fot_Michal_Marczuk

Rozmowy wokół Dnia Wolnej Sztuki na wystawie „Wyspiański”

Uczennice z VII Licem Ogólnokształcącego zmierzyły się z publicznością muzealną w czasie Dnia Wolnej Sztuki. Jest to międzynarodowa akcja, w czasie której każdy chętny może wejść za darmo na wystawę i porozmawiać z wolontariuszami na temat kilku wybranych dzieł. W ten sposób przez godzinę ogląda się maksymalnie 5 obiektów – aby zwiedzać powoli, uważnie i w towarzystwie.

„Jakim był w rozmowie? W rozmowie odznaczał się tym, że nigdy… nie rozmawiał. Albo słuchał tego, co mówi rozmówca, albo monologował, przeważnie w stylu wykładu. (…) Gdy monologował, to nie lubił, by mu przerywano. Zresztą trzeba było być osobnikiem bardzo ograniczonym, by przerywać  t a k i  tok myśli, jaki się zawsze wydobywał z tej fenomenalnie oryginalnej głowy.”
/ Adam Grzymała-Siedlecki, „Wyspiański z bliska” /

Agnieszka Foryś: Dziewczęta, to może na rozgrzewkę gra w skojarzenia? Uwaga! Trzy, dwa, jeden: Wyspiański?
Ula Pado: Z jakiegoś powodu krajobrazy i motywy roślinne.
Madzia Suszyna: Zwykły świat w nowym świetle.
Zuza Wilczyńska: Pastele.
Julia Kędra: Człowiek o wielu twarzach, który nie boi się pokazywać tego, co myśli.
Zosia Żółtko: Teraz, kiedy poznałam się nieco lepiej z Wyspiańskim, kojarzy mi się on ze słowem „człowiek-kopalnia”. Ogrooooomne pokłady wrażliwości, indywidualizmu i charyzmy twórczej znajduję w tym człowieku.
Wiktoria Staniewska: Tak, tak, niesamowicie zdolny pracoholik.

A.F.: A propos pracoholika – Wy także musiałyście się w niego przeistoczyć, przygotowując się jako wolontariuszki wystawy „Wyspiański” do Dnia Wolnej Sztuki w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Zuzanna Wilczyńska: Owszem, przygotowania były bardzo pracochłonne – przeczytałam dwie książki biograficzne o Wyspiańskim i kilka artykułów, a wystawę w Muzeum odwiedziłam kilka razy.
Ula Pado: Ja w ramach przygotowań przede wszystkim wiele czytałam, ale też odwiedzałam miejsca związane z dziełem, o którym opowiadałam (z „Kazimierzem Wielkim”) oraz z życiem i działalnością Wyspiańskiego.
Zosia Żółtko: Ja zaś chciałam poznać się z Wyspiańskim jak z człowiekiem, a nie z postacią historyczną. Chciałam, żeby przygotowanie nie polegało wyłącznie na wkuwaniu dat i informacji biograficznych, ale na zrozumieniu go choć trochę jako człowieka. Najbardziej pomogły mi w tym muzealne spotkania i książka „Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim”.

A.F.: Adama Grzymały – Siedleckiego? Rewelacyjna lektura. Pamiętasz zapewne anegdotę o żonie warszawskiego bankiera, która, zgodnie z modą na Wyspiańskiego, zapragnęła mieć swój portret. I ta rozbrajająca odpowiedź malarza: „Przyjrzałem się pani dokładnie i nie widzę powodu, by pani miała mieć swój portret”.
Zosia Żółtko: Pamiętam, pamiętam. Grzymała-Siedlecki przywołując tę historię, określił Wyspiańskiego wręcz apodyktycznym i surowym w sądach. Uznał, że „nie nadawał się na dyplomatę w stosunkach towarzyskich”.

A.F.: Trudno odmówić racji tej opinii. A jak jeszcze wyglądały Wasze przygotowania?
Kaja Lutosławska: Ja zaczęłam od notowania różnych ciekawostek, szukania interpretacji dzieł Wyspiańskiego. A tuż przed Dniem Wolnej Sztuki wielokrotnie prezentowałam obraz przed rodzicami. Szczerze mówiąc było to dla nich troszkę męczące.
Madzia Suszyna: Przygotowania były dosyć proste, ale jednak mozolne. Mnóstwo czytania, ciągłe myślenie o tym, co mogę dodać, co zmienić, czego mi jeszcze brakuje, ale dla mnie największym wyzwaniem było przełamanie nieśmiałości.

A.F.: Ale poradziłaś sobie mistrzowsko! Nie wierzysz? Madziu, to nie jest pusty komplement –  widziałam Cię w akcji. Jaki masz przepis na ośmielenie nieśmiałości i poskromienie tremy?
Madzia Suszyna: Nie jest wielką tajemnicą, że jestem dosyć „niezręczną” osobą, ale odnoszę wrażenie, że takie doświadczenie bardzo pomogło mi przełamać strach. Mój umysł produkował mnóstwo dramatycznych scenariuszy pod tytułem: „Co może się stać?”. Dzięki temu byłam troszkę pewniejsza siebie, bo w głowie miałam przemyślane zachowania i gesty, które mogę wcielić w życie w razie sytuacji x, y, z.
Wiktoria Staniewska: W moim przypadku trema była ogromna, ale kiedy zaczęłam opowiadać, nie chciałam kończyć. Ta godzina minęła jak 5 minut.
Zuzanna Wilczyńska: Trema? Nie miałam wcale tremy.
Julia Kędra: Raczej delikatny strach przed nieznanym.
Kaja Lutosławska: Ja nie odczułam stresu przed tym dniem, bo powtarzałam sobie, że to jest rozmowa z drugim człowiekiem. Zwiedzający nie przyszli na wystawę, żeby mnie ocenić, tylko po to, żeby móc podyskutować o obrazie i wymienić się spostrzeżeniami.

A. F.: Słuszne założenie, Kaju.  Rzeczywiście inicjatorzy akcji Dzień Wolnej Sztuki chcą sprowokować ludzi do interakcji, do zaaranżowania w przestrzeni wystawienniczej spontanicznych ciekawych spotkań wokół indywidualnego odczytania dzieł sztuki.
Zosia Żółtko: Zwiedzający byli wspaniali! Przyjęłam taktykę, że to nie jest moja prezentacja, ale rozmowa i nie chodzi o mnie, ale o przedarcie się z drugim człowiekiem w głąb dzieła sztuki. Ludzie byli wspaniali!
Zuzanna Wilczyńska: To prawda, spotkałam kilka mocno wyróżniających się osób, nie tylko z Polski.
Gabrysia Budzińska: Zgadzam się w całej rozciągłości. Jeszcze przed rozpoczęciem miałam w głowie multum myśli odnośnie ludzi, z którymi będę rozmawiać. Tak naprawdę żadna z nas nie wiedziała, czego się spodziewać. Jednak byłyśmy na tyle przygotowane merytorycznie i psychologicznie, że wiedziałyśmy jak się zachować w niekomfortowych sytuacjach. Dzień Wolnej Sztuki pokazał mi jak różne typy ludzi chodzą do muzeum. Młodzi, starsi, mniej znający się na sztuce, bardziej kompetentni. Ale niesamowite było to, że nieważne na jaki typ trafimy, zawsze możemy powiedzieć coś, czym zainteresujemy odbiorcę. Każda osoba może interpretować dzieła Wyspiańskiego inaczej, ale właśnie dlatego ta akcja była w stu procentach okazją do poznania ciekawych osób, ich spostrzeżeń i opinii. Dzień Wolnej Sztuki pokazuje, że sztuka wciąż oddziałuje na człowieka współczesnego.

Dzień Wolnej Sztuki w MNK, fot. Michał Marczuk
Dzień Wolnej Sztuki w MNK, fot. Michał Marczuk

A.F.: A sytuacje anegdotyczne z tamtego dnia?
Patrycja Guńkiewicz: Na samym początku zostałyśmy zapytane o datę usypania Kopca Kościuszki. Ciekawe, że można zadać takie pytanie przy pejzażu, który powinien najbardziej oddziaływać na uczucia.
Zuzanna Wilczyńska: Jedna z Pań odwiedzających Muzeum pokazywała nam swoje zdjęcia obrazów, jakie zrobiła w Mediolanie. „Przerobiła” je na memy.
Ula Pado: Pierwsza osoba, którą zagadnęłam, wcale nie chciała ze mną rozmawiać. Stwierdziła, że jako rodowita Krakowianka nie musi się już niczego dowiadywać. Cóż, początek nie był zbyt zachęcający, ale potem było tylko lepiej.
Kaja Lutosławska: Miałam podobną „przygodę”. Podeszłam do Pani, która patrzyła na obraz „Planty o świcie”. Poprosiłam o możliwość rozmowy na temat dzieła, na co ona odpowiedziała po prostu „Nie” i sobie poszła. Dla mnie była to strasznie głupia sytuacja, bo poczułam się …źle potraktowana. Gdyby powiedziała „Dziękuję bardzo, ale nie”, to przynajmniej byłaby to uprzejma odmowa.

A. F.: W galerii typów ludzkich zazwyczaj znajduje się reprezentant chełpiącej się ignorancji nieuświadomionej. W przeciwnym razie o kim mistrzowie ironii pisaliby komedie? Dziewczęta, a może Wam opowiedziano jakąś ciekawostkę o artyście?
Wiktoria Staniewska: Od pewnego pana dowiedziałam się, że schorowany Wyspiański na łożu śmierci malował obrazy. A żeby nie wypuścić z rąk pasteli, miał je przywiązane do nadgarstków.
Zuzanna Wilczyńska: Jeden z odwiedzających zasugerował, że latarnia na obrazie „Planty o świcie” ustawiona w sposób pozbawiony sensu, bo pośrodku alejki, była jak Wyspiański „ustawiony” w miejscu, w którym nie powinien wcale być, czyli w Krakowie.

A.F.: A sam Wyspiański pisał: „O kocham Kraków – bo nie od kamieni / przykrościm doznał – lecz od żywych ludzi”. Korci mnie, by zadać Wam jeszcze jedno pytanie, choć spodziewam się, że odpowiedzi będą laurką dla Muzeum Narodowego, które współpracowało z nami przy organizacji tej akcji. Wskazują na to Wasze pozytywne rozemocjonowanie i energetyczny wielogłos. Ale… niech będzie: gdybyście miały raz jeszcze taką szansę, to…
Zosia Żółtko: Idę w ciemno!
Julia Kędra: Jestem pierwsza w kolejce!
Gabrysia Budzińska: Wzięłabym udział w takiej akcji bez żadnych wątpliwości. Oczywiście, przygotowanie wymaga naszej pracy, ale efekt końcowy nie tylko daje satysfakcję, ale i motywację do dalszego rozwijania pasji.
Madzia Suszyna: Gdybym mogła brać udział w takim przedsięwzięciu, to na pewno chciałabym być bardziej odważna i mieć lepsze podejście do dzieci. Popełniłam strasznie głupi błąd: zignorowałam maluchy, a to one powinny być w sytuacji rozmowy z rodziną jednym z głównych odbiorców mojej wiedzy.
Wiktoria Staniewska: Gdybym raz jeszcze miała taką szansę, nawet bym się nie zastanawiała. To było niesamowite doświadczenie!
Zuzanna Wilczyńska: I ja bez chwili zastanowienia wzięłabym w tym udział!

A.F.: To co? Raz jeszcze gra w skojarzenia? Trzy, dwa, jeden: Dzień Wolnej Sztuki?
Madzia Suszyna: Nowe perspektywy.
Wiktoria Staniewska: Spojrzenie na sztukę oczami rozmówców.
Julia Kędra: Rozmowy z ludźmi, otwartość, nietuzinkowość.
Ula Pado: Rozmowy o sztuce z przypadkowymi, ale bardzo ciekawymi ludźmi.
Zosia Żółtko: Dla mnie był to przede wszystkim czas rozmowy o dziele sztuki i z dziełem sztuki.

A.F.: Zatem: spotykamy się i rozmawiamy za rok. Tymczasem.

Rozmawiały Siódemkowiczki, czyli Uczennice klasy 1 A o profilu artystyczno – humanistycznym z VII LO, Uczestniczki całorocznego „Projektu Wyspiański” autorstwa nauczycieli Agnieszki Foryś i Michała Zakrzewskiego, Wolontariuszki w Muzeum Narodowym w Krakowie w czasie Dnia Wolnej Sztuki – ich zadanie polegało na inicjowaniu wśród zwiedzających rozmów wokół wybranych dzieł Wyspiańskiego i biografii artysty, a także na byciu przewodnikiem opowiadającym o wskazanych zagadnieniach.

 

Zdjęcie główne: fot. Michał Marczuk

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *