12-A-000494#007_1140x500

Obraz Johana Bartholda Jongkinda w zbiorach MNK

Zaledwie kilka obrazów w zbiorze europejskiego malarstwa krakowskiego Muzeum Narodowego, tyle pozostało ze spuścizny po zapomnianym dziś paryskim dziennikarzu, korespondencie wiedeńskich i budapeszteńskich gazet – Ferdynandzie Bryndzy i jego żonie Sophie (Zofii, z domu Clemenceau).

Ów galicyjski korespondent, znakomicie czujący się w świecie paryskim był popularny zwłaszcza w środowisku dziennikarskim z bulwaru des Capucines, skupionym wokół rozpoczynającego swą błyskotliwą karierę Georgesa Clemenceau. Zapewne znał także wielu artystów – malarzy i ludzi pióra, posiadał skromny zbiór obrazów „z epoki”. Zresztą nazwiska ich autorów (Giovanni Boldini, Johann Barthold Jongkind czy Max Liebermann) same mówią za siebie. Wspomniane malarskie pamiątki żona Ferdynanda Bryndzy przekazała w darze Muzeum Narodowemu w Krakowie w 1913 roku.

Giovanni Boldini, Portret Ferdynanda Bryndzy, olej na desce, 1878, wł. MNK
Giovanni Boldini, Portret Ferdynanda Bryndzy, olej na desce, 1878, wł. MNK

Sam Bryndza był człowiekiem eleganckim, znanym z „ogromnego wzrostu” i „o złotym sercu”, ponadto posiadającym reputację pogromcy niewieścich serc. Szybko wszedł w krąg utalentowanych młodych ludzi, w latach 80 i 90-tych XIX stulecia skupiających się w charakterystycznej dla tego czasu i jakże barwnej „bandzie” przyszłego „Ojca Zwycięstwa” Francji w I wojnie światowej – właśnie Georgesa Clemenceau, przywódcy i mentora uwielbiającej go młodzieży. Bryndza, z czasem kawaler orderu Legii Honorowej, w dowód wielkiej przyjaźni i admiracji dla Clemenceau, w 1890 roku pojął za żonę jego siostrę Sophie, czym wywołał niemałe poruszenie w paryskim światku. Jednak to małżeństwo Ferdynanda Bryndzy z 35-letnią kobietą, jak ją określano „suchą-oschłą i chudą”, najprawdopodobniej niedobrane pod każdym względem, dla paryskiego korespondenta zakończyło się tragicznie. Ferdynard przyłapany na małżeńskiej zdradzie został zastrzelony przez zazdrosną żonę. Tak mówi skądinąd zupełnie zapomniana historia.

Wizerunek tego dandysa, uwiecznionego – jak się okazało – przez jednego z najmodniejszych portrecistów przełomu XIX i XX wieku, Giovanniego Boldiniego, znajduje się obecnie w zbiorach naszego Muzeum wraz z zachowanym małym, podwójnym portretem mężczyzny i kobiety w chustce, autorstwa Maxa Liebermanna. Równie mały lecz efektownie i dynamicznie namalowany portrecik Bryndzy, zasadniczo zamaszyście naszkicowany przez włoskiego malarza, sprawia wrażenie porzuconego podczas pracy, pozostawionego bez wykończenia; jednak jest to mylne wrażenie. Wizerunek ten odsłania kulisy warsztatu znanego portrecisty, jednocześnie w znakomity, wręcz psychologiczny sposób prezentując ogromną a jednocześnie elegancką sylwetkę paryskiego dandysa.

Jeden z kilku zachowanych po Ferdynandzie Bryndzy obrazów to szczególnie intrygujący nieduży pejzaż: malowany impresyjnie i spontanicznie widok wzniesienia z wyniosłym wiatrakiem otoczonym przez drzewa. Ten typowo holenderski motyw umieszczony został pod ciężkim, zachmurzonym niebem, z zawieszonymi niemal ołowianymi chmurami. W obrazie wyczuwalna jest specyficzna atmosfera – sensualnie odczuć można klimat, być może deszczowego, ciemnego dnia. Wszystkie elementy swobodnego malarskiego szkicu jak też zastosowana szaro-zielonkawa kolorystyka z występującymi różnymi odcieniami zieleni, są ze sobą wyjątkowo harmonijnie zespolone. Świadczą o mistrzostwie autora kryjącego się pod zagadkową sygnaturą, niegdyś błędnie odczytywaną, przez co piękny pejzaż wciąż pozostawał praktycznie anonimowy. Tymczasem, charakterystyczna, z pozoru tylko trudna do odczytania sygnatura, jakby łącząca ze sobą dwa człony nazwiska to typowy podpis holenderskiego mistrza pejzażu, aktywnego zwłaszcza w drugiej połowie XIX stulecia we Francji – Johana Bartholda Jongkinda (1819-1891). Holenderski twórca, wykształcony w swej ojczyźnie, od początku interesował się pejzażem. Z czasem doszedł w tym gatunku do wielkiego mistrzostwa, będąc później słusznie uważanym za jednego z jego najwybitniejszych reprezentantów w XIX stuleciu.

Johann Barthold Jongkind, Krajobraz z wiatrakiem, 2 poł. XIX wieku, wł. MNK
Johann Barthold Jongkind, Krajobraz z wiatrakiem, 2 poł. XIX wieku, wł. MNK

Jongkind był prawdziwym prekursorem impresjonistów, zasadniczo wyprzedzając ich dokonania (jak barbizończycy), przejawiało się to przede wszystkim w ulotnym, wrażeniowym sposobie malowania. Pracujący w różnych miejscach Francji – od Paryża, poprzez plaże Normandii czy nad brzegami Sekwany, często zmieniający miejsce swego pobytu malarz, chętnie też powracał na dłuższe okresy do Holandii. Ten mimowolny edukator impresjonistów, typowy przedstawiciel bohemy swego czasu, przez całe życie zmagający się z chorobą alkoholową, znany był z nowatorskiego sposobu pracy: malowania bezpośrednio w plenerze jeśli chodzi o niewielkie szkice czy studia, pomagające artyście w dalszej realizacji już większych obrazów w swoim atelier. Jego widoki znad Sekwany czy z normandzkich plaż lub powstające w holenderskich portach (np. w Rotterdamie) albo też wyobrażające paryskie zaułki, bardzo podobały się młodym impresjonistom, szczególnie Claude Monetowi (który określał Jongkinda jako „cichego człowieka o niewysłowionym talencie”, będąc przez niego „szkolony” na plenerach w nadmorskiej Normandii) oraz przedstawicielowi nieco starszego pokolenia pejzażystów, Eugene Boudinowi.

Nic więc dziwnego, że przesycone powietrzem obrazy Holendra i jego równie „powietrzne” akwarele, wywarły tak znaczący wpływ na sztukę impresjonizmu, przez to zaś – na nowoczesne spojrzenie na naturę. Nowatorski pejzażysta, ujawniający „liryczny stosunek do natury” i uprawiający swoisty pleneryzm, jest niewątpliwym autorem tak skromnego a jednocześnie monumentalnego widoku wycinka natury, niedługo później doprowadzonego do abstrakcji przez Pieta Mondriana jako „znak” rozpoznawczy kraju tulipanów.

Krajobraz z wiatrakiem zawiera w sobie wszystkie cechy stylu wyjątkowo wrażliwego pejzażysty, z jego subtelną umiejętnością oddawania efektów luministycznych, ale także panujących w danej chwili warunków atmosferycznych, aktualnej pory dnia, wraz z występującymi tu prostotą i szczerością ujęcia, nawet bez sygnatury ujawniając autora o impresjonistycznym odczuwaniu przyrody. Dla holenderskiego mistrza symptomatyczne jest także, już tradycyjnie w sztuce kraju z którego się wywodził, powiązanie wody i nieba oraz wprowadzane wyrafinowane, oszczędne harmonie barwne złożone z szarości, tonów sepii oraz brunatnawych brązów lub czerwieni, którymi Jongkind umiejętnie gra również w ujawnionym skromnym pejzażu z wiatrakiem na wzgórzu. Olejna „notatka” malarska nosząca znamiona plenerowego szkicu, o świeżym, dźwięcznym i lekkim kolorycie, dobrze świadczy o mistrzu pejzażu odznaczającym się „śmiałością i bogactwem charakteru”.

Jongkind był prawdziwym odnowicielem holenderskiej sztuki, która dzięki talentowi oraz dokonaniom przedstawicieli tamtejszej nowej „szkoły” malarstwa krajobrazowego, stopniowo się odradzała. Nieco monochromatyczny, stonowany pejzażyk pełen malowniczości, poezji i dyskretnej nostalgii, przewijających się przez cały, tak liczny dorobek artysty, stanowi kolejną zaskakującą niespodziankę ujawnioną w krakowskich zbiorach muzealnych, jeśli chodzi o zbiór malarstwa zagranicznego. Jednocześnie jest drugim przykładem l’ oeuvre francuskiego malarza z Holandii w Polsce (po obrazie poznańskim Jongkinda – dość pesymistycznym w wyrazie, zimowym motywie z małego miasteczka, pochodzącym z czasu wojny francusko-pruskiej).

 

Filip Chmielewski – historyk sztuki, adiunkt w Gabinecie Grafiki i Rysunku MNK

 

 

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *