blog_zdj_gl

„Barwny ich strój, Amaranty przypięte pod szyją”

Śpiewali polscy żołnierze okresu dwudziestolecia międzywojennego, maszerując w takt tej popularnej piosenki ze słowami Stanisława Ratolda. Przez wiele stuleci żołnierski strój odróżniał się barwną, nierzadko krzykliwą kolorystyką, która nam, przyzwyczajonym do rozlicznych uniformów kamuflujących żołnierza może wydać się co najmniej dziwna. Jakie zatem mogło być praktyczne znaczenie takiej kolorystyki?

Po pierwsze, umożliwiała łatwe zidentyfikowanie swoich żołnierzy w bitewnym chaosie, wśród kłębów prochowego dymu. Dla dowódcy, który mógł polegać jedynie na lunecie, konnych adiutantach i sygnałach wydawanych werblami czy trąbkami widok kolorowych mas żołnierskich pozwalał łatwiej zorientować się w sytuacji na polu walki.

Oczywiście czasem takie wrażenie bywało złudne. W pierwszym dniu bitwy pod Wagram (5 lipca 1809 r.) na pozycje austriackie nacierał IX (saski) Korpus marszałka Bernadotte. Obie walczące strony składały się z umundurowanych w przeważającej części na biało, niemieckojęzycznych piechurów. Nic więc dziwnego, że w wirze walki doszło do tragicznych sytuacji, kiedy poszczególne jednostki saskie ostrzeliwały się i atakowały wzajemnie uważając, że mają naprzeciw siebie Austriaków.

Odwrotna sytuacja miała miejsce w I bitwie nad Bull Run (21 lipca 1861 r.) w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej. 33 pułk piechoty z Wirginii, który nie zdążył zmienić pochodzących z federalnych magazynów granatowych mundurów, nie nękany ogniem wroga zajął i zaatakował znienacka unijną artylerię i osłaniający ją 11 pułk ochotników nowojorskich, przekonanych, że mają przed sobą własną jednostkę, zabierając działa i zabijając wielu federalnych żołnierzy.

Drugą przyczyną był aspekt ekonomiczny. Kiedy na przełomie XVII i XVIII wieku zaczęto tworzyć pierwsze masowe armie oparte na rekrutach koniecznym stało się zapewnienie im umundurowania, którego koszt nie rozsadziłby i tak ledwo domykających się budżetów ówczesnych państw. Przykładem tego może być Wielka Brytania, której piechurzy przez lata nosili charakterystyczne „czerwone kurtki” (które to określenie stało się wręcz ich przydomkiem) ze względu na niski koszt koszenili używanej do farbowania tkanin.

Trzecim niewątpliwie ważnym aspektem była chęć propagandowego zaznaczenia odrębności własnej armii. Stąd mundury armii rewolucyjnej Francji przyjęły kolor granatowy, przynależący wcześniej do paryskiej gwardii narodowej, co stanowiło wyraźną cezurę wobec białych kolorów umundurowania armii królewskiej. Podział ten przeniósł się także do języka potocznego, w którym żołnierzy rewolucyjnych określano mianem błękitnych („les bleus”), zaś rojalistycznych partyzantów mianem białych („les blancs”).

Czy ówcześni dowódcy zdawali sobie sprawę z walorów i możliwości maskowania swoich żołnierzy? Wydaje się, że tak. Powszechne wśród ludzi żyjących w tamtych czasach były doświadczenia z polowań, kiedy starano się unikać krzykliwych strojów by nie płoszyć zwierzyny. Jednak ze względu na nikłą skuteczność ówczesnej ręcznej broni palnej (powyżej 100 kroków wyrządzającej szkody jedynie losowo) i wynikającą z tego taktykę jej stosowania (ogień salwowy, prowadzony na bliskie odległości) stosowanie bardziej stonowanych barw umundurowania wydawało się bez znaczenia.

Jako pierwsze mundury, który w porównaniu do swoich odpowiedników w innych formacjach można by nazwać maskującymi zaczęły przyswajać formacje strzeleckie, wywodzące się właśnie ze środowisk myśliwych, leśników czy gajowych. Ze względu na ich umiejętności strzeleckie formacje takie wyposażano w znacznie bardziej precyzyjną broń, nakazywano działać w rozproszeniu, likwidując wrogich oficerów, artylerzystów czy gońców lub osłaniając własne jednostki. Szare mundury dano austriackim jegrom, zielone pruskim, podobnie zielone nosili słynni strzelcy 95 pułku piechoty brytyjskiej (podobne jak kompanie strzeleckie 60 pułku brytyjskiego oraz Królewskiego Legionu Niemieckiego). Wreszcie zielone mundury otrzymali strzelcy armii Rzeczpospolitej walczący z Rosjanami w wojnie 1792 r. i w czasie powstania kościuszkowskiego.

Oczywiście piękne i barwne mundury pojawiają się najczęściej w malarstwie batalistycznym, zaś realia ówczesnego pola walki były od tego biegunowo odległe. Fantazyjne nakrycia głowy na czas przemarszów okrywano ceratowymi lub wykonanymi ze smołowanego płótna pokrowcami, kosztowne pióra, akselbanty, epolety i inne oznaki oraz dodatki (zwane wówczas „effektami”) chowano również w specjalnych pokrowcach i pudełkach. Jak pokazują o wiele rzadsze, rysowane z natury wizerunki żołnierze w trakcie kampanii wyglądali najczęściej jak gromada obszarpańców.

Taka armia traciła swoja kolorystykę, chowając się w szarości i beże pokrowców czy płaszczy. Najlepiej widać to na przykładzie XIX wiecznej armii carskiej, z jednej strony błyszczącej kolorystyką paradnych uniformów (choć dzięki użyciu zieleni, jako podstawowego koloru umundurowania stroje carskich sołdatów nawet wówczas wyglądały umiarkowanie na tle innych europejskich rozwiązań), z drugiej skrytej w szarym, kampanijnym szynelu, noszonym przez większość żołnierzy praktycznie przez cały rok (kurtki mundurowe trzymano w tzw. zakładach pułkowych, by uniknąć ich zniszczenia).

Rozwój broni palnej przynosił koniec barwnemu umundurowaniu. Pierwszy krok ku zmianie umundurowania uczyniono w Wielkiej Brytanii, a konkretnie w podległych im Indiach. W latach 40-tych XIX wieku, dla składającego się z tubylców Korpusu Gidów przewidziano uniformy barwione sokiem popularnej w tamtym rejonie palmy pakistańskiej (palmy mazari). Kierowano się tutaj względami czysto ekonomicznymi – takie mundury miały być tanie i łatwe w produkcji dla lokalnych rzemieślników. Z czasem okazały się idealnym rozwiązaniem, dostosowanym do trudnych warunków klimatycznych brytyjskich kolonii. W drugiej połowie XIX wieku umundurowanie w tym kolorze stało się podstawowym ubiorem polowym armii Zjednoczonego Królestwa, aczkolwiek w metropolii wciąż żołnierze królowej Wiktorii paradowali w swoich czerwonych kurtkach.

Zmiana nastąpiła dopiero z wprowadzeniem nowego umundurowania po wojnach burskich. W 1902 r. khaki stało się podstawowym kolorem brytyjskich mundurów. Kolejne państwa poszły za wzorem brytyjskim, choć często przyjęta przez nie barwa umundurowania daleka była od maskującej. W 1908 r. Austro-Węgry rozpoczęły wprowadzanie mundurów w kolorze „hechtgrau” (mniej więcej gołąbkowo-szarym). W 1910 r. na umundurowania armii Cesarstwa Niemieckiego wprowadzono mundury w kolorze „feldgrau” (polowym szarym), wreszcie klęski wojny rosyjsko-japońskiej zmusiły także armię carską do przyjęcia (w latach 1911-1913) umundurowania w barwie zwanej w Rosji „ochronną”.

Zmiany te nie były jednak mile widziane przez twardogłowych wojskowych. Przykładem tego może być generał Paweł Dmitriewicz Szypow (w czasie pierwszej wojny światowej dowodzący kilkoma różnymi dywizjami piechoty), który jeszcze w 1914 roku pisał:
„Nadchodzi lato. Bywało, że 1 maja cała Armia Rosyjska przebierała się z koloru ciemnozielonego w biały. Wszyscy czuli się czysto i elegancko. Było to jak święto.
Żal, że teraz tego święta więcej nie będzie, biały kolor zamienił się na błotnisty „ochronny”. Nawet samo słowo „ochronny” brzmi wstydliwie” [1].

Swoistym rezerwatem barwnych mundurów pozostawały także formacje kawaleryjskie, jak np. austrowęgierscy dragoni i huzarzy dumnie noszący czerwone spodnie i kolorowe nakrycia głowy.

Opór wojskowych (a także wielkiego przemysłu produkującego na potrzeby armii) nie został natomiast przełamany we Francji, której żołnierze poszli na pola bitew I wojny światowej w czerwonych spodniach, granatowych kurtkach i czerwonych kepi. Dopiero wielkie straty ponoszone przez armię francuską na skutek niemieckiego ostrzału wymusiły przyjęcie w 1915 r. mundurów w kolorze jasnobłękitnym (sic) tzw. „bleu horizon”.  Karabiny maszynowe, moździerze i granaty ręczne równie szybko pozbawiły formacje kawaleryjskie ich blasku.

Nadszedł czas „szarej piechoty”.

 

Michał Chlipała – Specjalista ds. Zamówień Publicznych w MNK, prawnik, historyk, miłośnik rekonstrukcji historycznej, odznaczony medalem Pro Patria.

 

[1] Vladimir Ponomaev, „Slovo „zaschitniy” zvutchit postydno”. K voprosu o vvedenii v voyskah zaschitnovo obmundirovaniya, w: Voenniy sbornik, staty i publikacii po rossiyskoy voennoy istorii, Moskva 2004, s. 102-16.

 

Zdjęcie główne: Leopold Gottlieb, Studium portretowe z nieznanego nazwiska żołnierza Legionów Polskich, ok. 1915, wł. MNK (fragment)

 

Zobacz także:

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *